Kłótnie o polityczną poprawność, a przede wszystkim historyczną zdają się nie mieć końca. A szczególnie natężają się, gdy coraz bliżej jest już do siedemdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej. Okrągła, ładna liczba musi być wszak uhonorowana osobistością najbardziej ‘pożądaną’ w tym dniu na gdańskim wybrzeżu. Czy aby premier Putin nie pomylił się w liczeniu?
Jego kolej przypada na 17 września, a nie na pierwszy dzień miesiąca. Chyba nikt za bardzo nie dostrzega faktu, że Putin, chcąc światowym być, musi się pojawić na takim doniosłym wydarzeniu, ale w jak najwygodniejszym terminie dla rosyjskiej reputacji, zresztą tak bardzo poobijanej w mediach Przywiślańskiego Kraju. Najłatwiej przecież zgonić całą winę na Niemców i umyć ręce. No tak, to w sumie nasi zachodni sąsiedzi rozpętali piekło i tego się Rosjanie chcą trzymać. A czy przypadkiem nie zapomniało im się o pakcie Ribbentrop – Mołotow z dnia 23 sierpnia? Niedawno wspominaliśmy podpisanie tego dokumentu, na co Moskwa jak zwykle ostro zareagowała. Może nie o sam fakt debaty na temat tej umowy, co nazwania tegoż paktu ‘zbrodniczym porozumieniem agresji na Polskę’. Moskwę boli, że nie utrzymali w tajemnicy kilku istotnych punktów, mianowicie, jak to się określa potocznie, kolejnego rozbioru Polski przy pomocy Niemiec. Może w imię poprawności politycznej powinniśmy nazywać wojnę ‘niezbyt humanitarnym wyjściem’, a nie tragedią ludzkości, co pewnie proponowaliby zwolennicy nazwy ‘paktu o nieagresji’. Ribbentrop uśmiechnąłby się do nas zapewne z norymberskiej szubienicy. Dobrze więc, powiedzieli Rosjanie, nie da się ukryć faktu podpisania paktu, ale można wziąć Polaków na inny sposób. Mianowicie dnia 22 sierpnia rosyjska państwowa telewizja informacyjna Wiesti wydała na światło dzienne film dokumentalny ‘Sekrety tajnych dokumentów’, gdzie główną rolę grali Polacy układający się przeciwko ZSRR z.. Niemcami! To właśnie przymierze, jak mówi autor filmu Wadim Gasanow, przyczyniło się do podpisania dokumentu z 23 sierpnia 1939 r. To znaczy, że Polska jako pierwsza podpisała pakt o nieagresji z Rzeszą, co stawiałoby ZSRR w kolejce za naszym krajem. Przecież, jak mówi Gasanow o pakcie Ribbentrop - Mołotow, takie układy były częścią polityki tamtych czasów. Oczywiście nie wspomniano o umowie, którą zawarły Polska i ZSRR w 1932 r., bo niby po co mówić, że nasz kraj respektował ten pakt aż do sowieckiego najazdu 17 września. Jak szkalować to na całego. Mało tego, według autora Polska prowadziła rozmowy w sprawie walki z komunizmem od jesieni 1933 r., a 26 stycznia 1934 r. ambasador Polski w Berlinie J. Lipski i Konstantin von Neurath, szef MSZ, podpisali deklarację o niestosowaniu przemocy. W Europie podobno aż wrzało od działań militarnych polsko – niemieckich przeciwko ZSRR. Podobno też w kwietniu 1935 r. gazety ‘Prawda’ i ‘Izwiestja’ opublikowały ‘tekst tajnego protokołu polsko – niemieckiego’, tj. w roku, w którym rzekomo polskie i niemieckie służby specjalne również doszły do porozumienia. Najciekawsze jest stwierdzenie, że najazd na Polskę został przeprowadzony jako skutek złamania paktu Ribbentrop – Mołotow /wejścia Niemców do Lwowa/. Jak zwykle chcieli nas wschodni bracia ratować. Odważne wojaki.
Po prostu ręce i nogi opadają tym bardziej, że Rosjanie nie mają jak tych swoich opowieści udowodnić z powodu braku dokumentów. W przeciwieństwie do nas. My takie dokumenty posiadamy, o których wielu nie wie. Jak to określił historyk IPN dr Bogdan Musiał, jest to kolejna ‘rosyjska propaganda w starym sowieckim stylu’. Historyk jest w posiadaniu dokumentów, które potwierdzałyby słuszność stanowiska Polski wobec polityki zagranicznej z sąsiadami. Według Stalina nie było żadnego porozumienia Polaków i Niemców, czego dowodem miały być poprawki wprowadzone przez przywódcę w ‘memorandum Tuchaczewskiego’ z 1935 r. Panie Tuchaczewski, pan nie przesadza i skreśli te głupoty, bo co za dużo to nie zdrowo. Polacy jak Polacy, ale prędzej z diabłem by się dogadali niż z Germanami. Prawda, panie Stalin?
Tymczasem na arenę szlachetnej nauki, jaką jest historia /i dyplomacja??/ wyszła butnie kolejna rosyjska pseudohistoryczka /de facto publikująca od lat 70-tych/ ze swoimi rewelacjami, prof. Natalia Narocznicka. Warto podkreślić, że należy ona do utworzonej przez Miedwiediewa komisji ds. przeciwdziałania próbom fałszowania historii /!!!/. Zarzuca Polakom głodzenie 100 tys. żołnierzy Armii Czerwonej wziętych do niewoli w 1920 r. na terenach okupowanych przez piłsudczyków, a winą za Katyń obarcza tradycyjnie Niemców. Biedne te Germany, zaczyna mi się ich robić szkoda. Żeby jednak nie było, że jestem jakimś germanofilem, ale trzeba oddać Niemcom sprawiedliwość, iż oni już rozliczyli się ze swoją przeszłością /nie licząc jakiś marginalnych przypadków neonazistów – niedobitków/ i nikt z miłościwie panujących w kraju nad Łabą nie nawiąże niczego do niejakiego Adolfa H.; w przeciwieństwie do Rosjan, gdzie chętnie jest Stalin cytowany i wspominany – jego grób nadal jest na honorowym miejscu. Nie licząc Lenina, który zaczyna gnić w gablocie i pewnie dlatego jeszcze Rosja postkomuną trąci.. Przynajmniej tak twierdzi prof. Szaniawski i trudno mu nie przyznać racji.
Narocznicka również kwestionuje 1 sierpnia jako datę rozpoczęcia II wojny. Konsekwentnie widać powtarza za Gasanowem te same, wypracowane od lat brednie. Ale najciekawszy smaczek zostawiłam na koniec. Mianowicie pani ‘historyk’ każe przeprosić Rosję za działania Polaków w 1612 r. dodając, że Borys Jelcyn już za Katyń przeprosił. Oczywiście miała na myśli to, iż Jelcyn tak zrobił, by dano Rosji spokój, ale potwierdziła, że były to zbrodnie NKWD. Cóż za szczodrość. Zestawienie obecnie ciągnącego się problemu polskich pomordowanych oficerów z problemem dalekich dymitriad jest niepoważne. Tak jak mówił w swoim programie Gasanow, że pakt Ribbentrop – Mołotow był częścią normalnej i popularnej polityki międzywojennej, tak mogę stwierdzić, że wiek XVII był dla krajów jedną wielką polityką ekspansji – Polska naturalnie miała w tym udział, a że akurat w Moskwie.. Cóż, Szwecja też miała po drodze i do Warszawy wdepnęła. Każdy wiek rządzi się odrębnymi prawami? Trąci tu troszkę relatywizmem, ale zestawiać te dwa wydarzenia do siebie niepodobna. Może trzeba jeszcze przeprosić, że w 1573 r. na króla nie obraliśmy Iwana Groźnego?
Dziwne to zachowanie, gdzie Narocznicka każe przepraszać za to, że osłabialiśmy pozycję CARSKIEJ Rosji i pozycji CARA, którą to funkcję bestialsko usunęli bolszewicy w 1917 r. Ale jak można układać się z krajem, który z własną historią ma problemy? Całkiem niedawno zaczęto mówić o mordzie na Romanowach, bo wcześniej nie można było nawet o tym wspomnieć; raczej dokumenty nadal są utajnione chociaż kości odnaleziono gdzieś w lesie potraktowane niegdyś wapnem.
Tak więc wizyta premiero - prezydenta Putina może wyjść na plus tylko wtedy, kiedy Polska ostatecznie przedstawi swoją rację. Będzie to też okazja do wspomnienia o archiwach polskich, które skradzione przez bolszewików, nadal grzeją miejsce w Rosji /nie mówiąc już o innych dobrach kultury/. Miejmy nadzieję, że przedstawiciele władzy polskiej będą otwarcie mówić o wydarzeniach i nazywać rzeczy po imieniu. W innym wypadku historia stanie się panną lekkich obyczajów na usługach Moskwy, panicznie broniącej swojego stanowiska. Może najlepszą bronią jest śmiech?



